Galapagos – zwiedzanie wysp, wycieczki i dzikie zwierzęta
Spotkanie z dziką przyrodą na końcu Ekwadoru
Galapagos było ostatnim etapem naszej podróży po Ekwadorze. Po zdobyciu Cotopaxi i Chimborazo przyszedł czas na zupełnie inną część kraju. Zamiast wysokich gór i lodowców czekał nas Pacyfik, wulkaniczne wyspy i przede wszystkim zwierzęta, które na Galapagos żyją niemal na wyciągnięcie ręki.
Zanim jednak zobaczyliśmy pierwszego lwa morskiego czy pingwina, musieliśmy przejść przez dość skomplikowaną procedurę dostania się na wyspy.

Z Guayaquil na Galapagos – nie tak łatwo jak na zwykły lot
Naszym punktem wylotu było Guayaquil – ogromne, gwarne miasto, które nie zrobiło na nas szczególnie dobrego wrażenia. Jeżeli ktoś ma niewiele czasu, to największymi atrakcjami turystycznymi są chyba promenada nad rzeką Guayas oraz niewielki park w centrum miasta, w którym można spotkać dziesiątki… iguan.
Na Galapagos nie można jednak po prostu kupić biletu i wejść do samolotu. Wyspy mają specjalny status i wjazd jest kontrolowany.
Przed wylotem trzeba było zarejestrować się w systemie, wypełnić dane i uzyskać Tarjeta de Control de Tránsito (TCT). Można zrobić to online na lotnisku, a opłata wynosi 20 USD. Kartę trzeba mieć przy sobie zarówno przy wjeździe na Galapagos, jak i przy opuszczaniu wysp.
Cała procedura nie była szczególnie przyjazna dla turysty. Trzeba ściągać odpowiednią aplikację, wprowadzać dane, dokonywać opłaty i pilnować kolejnych formalności. Na lotnisku czekała nas jeszcze dodatkowa kontrola.
Bagaże były prześwietlane pod kątem rzeczy, których nie wolno przywozić na wyspy, jak rośliny i nasiona, a następnie odpowiednio zabezpieczane i plombowane. Ma to oczywiście sens z punktu widzenia ochrony unikalnego ekosystemu Galapagos – wprowadzenie obcych gatunków roślin czy zwierząt mogłoby mieć bardzo poważne konsekwencje. Z punktu widzenia turysty całość była jednak dość czasochłonna i zdecydowanie bardziej skomplikowana niż zwykły lot krajowy.

Baltra – pierwsze kroki na Galapagos
Po locie z Guayaquil wylądowaliśmy na niewielkiej wyspie Baltra. To właśnie tutaj znajduje się lotnisko obsługujące turystów przylatujących na Santa Cruz.
I tutaj czekała nas kolejna niespodzianka – opłata za wstęp do Parku Narodowego Galapagos. Dla zagranicznych turystów powyżej 12 lat wynosi ona obecnie 200 USD.
Galapagos od pierwszych minut daje więc do zrozumienia, że nie będzie to tani fragment podróży.
Z Baltry trzeba jeszcze dostać się na wyspę Santa Cruz. Najpierw pojechaliśmy autobusem w kierunku wybrzeża, następnie przeprawiliśmy się promem przez kanał między wyspami, a po drugiej stronie czekała już taksówka, która zawiozła nas do Puerto Ayora.
Ta podróż jest sama w sobie ciekawym doświadczeniem. Lotnisko znajduje się na Baltrze, natomiast największe miasto Santa Cruz – Puerto Ayora – leży po drugiej stronie innej wyspy.

Rancho El Chato – pierwsze spotkanie z gigantami
Po drodze zatrzymaliśmy się w Rancho El Chato, jednym z miejsc, gdzie można zobaczyć słynne żółwie olbrzymie.
I tutaj Galapagos zaczęło wyglądać dokładnie tak, jak sobie wyobrażaliśmy.
Ogromne żółwie poruszały się spokojnie po terenie farmy, zupełnie nie przejmując się obecnością ludzi. Nie trzeba było ich szukać przez lornetkę ani wypatrywać z daleka. Były dosłownie obok nas.

Puerto Ayora – turystyczne centrum Santa Cruz
Naszą bazą zostało Puerto Ayora, największe miasto na wyspie Santa Cruz i jedno z najważniejszych centrów turystycznych Galapagos.
Nie jest to jednak miejsce z wielkimi hotelami i resortami. Dominują niewielkie hostele, pensjonaty i apartamenty. Za to praktycznie na każdym kroku można znaleźć biuro turystyczne oferujące wycieczki na inne wyspy.
W Puerto Ayora jest sporo restauracji, barów i sklepów z pamiątkami. Miasto jest żywe i typowo turystyczne, ale nie przypomina dużego kurortu.
Warto też wiedzieć, że Galapagos jest zdecydowanie droższe niż kontynentalna część Ekwadoru. Dotyczy to praktycznie wszystkiego – noclegów, jedzenia, transportu i przede wszystkim wycieczek.
Z drugiej strony wyspy wydawały nam się zdecydowanie bezpieczniejsze niż niektóre miejsca na kontynencie.
Trzeba jednak uważać na coś innego – naciąganie turystów. Zawyżone rachunki zdarzały się nam w różnych miejscach – od restauracji po sklepy. Co ciekawe, nie zawsze chodziło o przypadkowy błąd. Dlatego na Galapagos warto dokładnie sprawdzać ceny i rachunki, nawet jeśli kupujemy coś w pozornie normalnym sklepie z kasą fiskalną.

Tortuga Bay – plaża, na którą warto pójść
Jednym z miejsc, które odwiedziliśmy na Santa Cruz, była Tortuga Bay. To jedna z najbardziej znanych plaż wyspy i jednocześnie świetne miejsce na spacer.
Droga prowadzi przez charakterystyczną dla Galapagos roślinność, a na miejscu czeka długa, jasna plaża i turkusowa woda.
Sama nazwa nie jest przypadkowa – okolica związana jest z występowaniem żółwi morskich.
Tortuga Bay jest jednym z tych miejsc, do których można dotrzeć bez organizowania drogiej całodniowej wycieczki. Dlatego przy planowaniu pobytu warto zostawić sobie czas również na atrakcje dostępne bezpośrednio z Puerto Ayora.

Centrum Darwina
W Puerto Ayora znajduje się również Stacja Badawcza im. Karola Darwina, związana z ochroną i badaniami nad przyrodą Galapagos.
To dobre miejsce, żeby lepiej zrozumieć, dlaczego wyspy są tak wyjątkowe i jak ogromną rolę odgrywa tutaj ochrona endemicznych gatunków.
Galapagos to nie jest zwykły archipelag, który można zwiedzać bez ograniczeń. Park Narodowy obejmuje około 97 procent powierzchni wysp, a dostęp do wielu miejsc jest kontrolowany.

Największy wydatek – wycieczki łodzią
Jeżeli planujecie Galapagos, trzeba przygotować się na jeszcze jeden duży wydatek – wycieczki łodzią.
To właśnie rejsy na poszczególne wyspy są dla większości turystów najważniejszym elementem pobytu. W Puerto Ayora praktycznie każde biuro oferuje podobny zestaw wycieczek, ale ceny mogą się różnić, dlatego warto porównać kilka ofert.
My zdecydowaliśmy się na wycieczki na Isabelę, Santiago i San Cristóbal.
Każda z wysp jest trochę inna i każda daje możliwość zobaczenia innych fragmentów niezwykłego świata Galapagos.


Isabela – wulkaniczna wyspa pełna zwierząt
Isabela jest największą wyspą archipelagu. Jej krajobraz jest mocno wulkaniczny – czarne skały, zastygła lawa i surowe wybrzeże tworzą scenerię, która bardziej przypomina inną planetę niż tropikalną wyspę.
Podczas wycieczki mieliśmy okazję obserwować między innymi iguany morskie i lwy morskie.
Iguany na Galapagos są czymś zupełnie innym niż te, które wcześniej widzieliśmy w Guayaquil. Te morskie potrafią nurkować i żywią się glonami. Często siedzą całkowicie nieruchomo na czarnych skałach, dzięki czemu z daleka można je pomylić z fragmentem lawy.
W okolicy Isabelli można również zobaczyć pingwiny galapagoskie – jeden z najbardziej niezwykłych gatunków archipelagu. Ich obecność tak blisko równika wydaje się wręcz nieprawdopodobna.

Santiago – wyspa, na której zwierzęta nie boją się ludzi
To właśnie tutaj jeszcze bardziej poczuliśmy największą różnicę między Galapagos a większością odwiedzanych przez nas miejsc.
Zwierzęta praktycznie nie zwracają uwagi na człowieka.
Na skałach leżą lwy morskie, obok przechadzają się iguany, nad głowami latają pelikany i inne ptaki. Można podejść stosunkowo blisko, ale trzeba pamiętać o jednej podstawowej zasadzie – to my jesteśmy gośćmi.
Nie wolno dotykać zwierząt, karmić ich ani próbować zmieniać ich zachowania. Park Narodowy bardzo mocno pilnuje zasad obowiązujących w miejscach odwiedzanych przez turystów.

San Cristóbal – lwy morskie, ptaki i snorkeling
San Cristóbal to kolejna wyspa, którą odwiedziliśmy.
Jedną z największych atrakcji są tutaj kolonie lwów morskich. Można je spotkać na plażach, skałach, a czasami praktycznie w środku miejscowości.
W wodzie czekają kolejne niespodzianki.
I właśnie snorkeling okazał się dla nas największą frajdą całego pobytu na Galapagos.
Pływanie wśród dzikich zwierząt jest tutaj czymś zupełnie innym niż snorkeling w typowych miejscach turystycznych. W jednej chwili obok nas pojawiała się foka, chwilę później żółw morski, ryby albo pingwin.
Na San Cristóbal można również odwiedzić miejsca, w których spotyka się słynne głuptaki niebieskonogie. Ich charakterystyczne niebieskie nogi wyglądają niemal jak element kostiumu, a ptaki zupełnie nie przejmują się obecnością turystów. Na wyspie można także obserwować fregaty, pelikany, iguany i lwy morskie.


Galapagos – tutaj zwierzęta są ważniejsze od ludzi
Właśnie bliskość zwierząt jest tym, co najbardziej zapamiętaliśmy z Galapagos.
Lwy morskie leżące na chodniku. Żółwie przechodzące przez drogę. Iguany wygrzewające się na skałach. Pelikany siedzące przy brzegu. Pingwiny pływające wśród skał. Ptaki z niebieskimi nogami stojące kilka metrów od człowieka.
I nie są to pojedyncze, wyjątkowe sytuacje.
Na innych wyjazdach, żeby zobaczyć dzikie zwierzęta, często trzeba godzinami czekać, mieć dobry obiektyw albo korzystać z przewodnika, który wie, gdzie ich szukać. Na Galapagos problem jest zupełnie inny – czasami trzeba uważać, żeby przypadkiem nie wejść zwierzęciu w drogę.
To właśnie sprawia, że wyspy są tak wyjątkowe.


Czy warto odwiedzić Galapagos?
Zdecydowanie tak, ale trzeba mieć świadomość, że Galapagos jest drogim kierunkiem.
Już sam wjazd wymaga dodatkowych opłat, a później dochodzą drogie noclegi, jedzenie i przede wszystkim rejsy między wyspami. Z drugiej strony trudno znaleźć wiele miejsc na świecie, gdzie dzika przyroda jest tak łatwo dostępna.
Jeżeli ktoś planuje pobyt na Galapagos, warto przeznaczyć na wyspy kilka dni i nie ograniczać się wyłącznie do Puerto Ayora. Sama Santa Cruz ma sporo do zaoferowania, ale największe wrażenia przyniosły nam wyprawy łodzią na kolejne wyspy.
Warto również pamiętać, że snorkeling powinien znaleźć się wysoko na liście rzeczy do zrobienia. To właśnie pod wodą czekała na nas część najbardziej niezwykłych spotkań.
Galapagos zakończyło naszą podróż po Ekwadorze w zupełnie innym stylu niż ją zaczynaliśmy. Po szczytach Cotopaxi i Chimborazo, zmęczeniu i lodowcu przyszła pora na ocean, słońce i dziką przyrodę.