Cotopaxi 5897 m – wejście na najpiękniejszy wulkan Ekwadoru
Cotopaxi zrobił na nas wrażenie już na zdjęciach. Jest niemal idealnie stożkowatym wulkanem, którego ośnieżony szczyt góruje nad rozległymi równinami Andów. Z wysokością 5897 m n.p.m. należy do najwyższych aktywnych wulkanów świata. Cotopaxi zachwyca również otaczającą go przyrodą i krajobrazem, który trudno pomylić z jakimkolwiek innym miejscem.

Park Narodowy Cotopaxi – wulkan i dzika przyroda
Wulkan znajduje się w Parku Narodowym Cotopaxi, jednym z najbardziej niezwykłych obszarów przyrodniczych Ekwadoru. Rozległe, andyjskie równiny, surowe zbocza wulkanów, jeziora i charakterystyczna roślinność wysokogórska tworzą krajobraz, który robi ogromne wrażenie.
Jednym z najbardziej niezwykłych widoków są dzikie konie. Stada przemierzające rozległe trawiaste przestrzenie na tle potężnego Cotopaxi wyglądały niemal jak scena z filmu. W tej surowej scenerii wszystko wydawało się większe, bardziej odległe i trochę nierzeczywiste.
Sam Cotopaxi jest zresztą jednym z tych wulkanów, które trudno przestać fotografować. Jego niemal perfekcyjny stożek, pokryty śniegiem i lodem, dominuje nad całą okolicą.

Z Quito do Parku Narodowego Cotopaxi
Z Quito ruszyliśmy busem na południe, w stronę słynnej Alei Wulkanów. To jedna z najbardziej malowniczych tras Ekwadoru. Po obu stronach drogi pojawiały się kolejne andyjskie szczyty, a miejski krajobraz Quito szybko ustąpił miejsca rozległym, górskim przestrzeniom.
Dojechaliśmy do Hotel Tambopaxi Lodge, położonego już na terenie parku narodowego. Sam hotel jest wyjątkowym miejscem – pomalowany na czerwono, położony pośród andyjskiego krajobrazu, z widokiem na Cotopaxi, bardziej przypomina górską bazę niż typowy hotel czy schronisko
Był to dla nas dobry moment na odpoczynek, spokojne przygotowanie sprzętu i oswojenie się z wysokością. Perspektywa nocnego wyjścia na prawie 5900 metrów sprawiała jednak, że trudno było całkowicie się zrelaksować.

Refugio Cotopaxi – José Rivas
Następnego dnia z Tambopaxi ruszyliśmy samochodem w kierunku szczytu wulkanu. Droga prowadziła coraz wyżej przez surowy krajobraz parku. W końcu dotarliśmy do miejsca, w którym musieliśmy zostawić samochód.
Stąd czekało nas jeszcze ponad godzinne podejście do Refugio José Rivas, położonego na wysokości około 4800 m n.p.m. To właśnie tutaj znajduje się główna baza wypadowa dla osób planujących wejście na Cotopaxi.
Schronisko jest nieco siermiężne, ale dobrze zorganizowane. W środku znajdują się wieloosobowe sale z piętrowymi łóżkami. Jest zimno ale czysto i schludnie, a na tej wysokości szczególnie doceniliśmy możliwość odpoczynku i zjedzenia ciepłego posiłku.
Jedzenie okazało się zresztą całkiem smaczne, co w takich warunkach zawsze poprawia humor.
Wieczorem atmosfera zrobiła się zupełnie inna. Wiedzieliśmy, że za kilka godzin czeka nas najważniejsza część wyprawy. Sprzęt był przygotowany, plecaki spakowane, a przed nami kilkugodzinne podejście na wysokość prawie 5900 metrów.

Co zabrać na wejście na Cotopaxi?
Wejście na Cotopaxi wymaga odpowiedniego przygotowania i sprzętu, przede wszystkim ze względu na wysokość, niską temperaturę, wiatr oraz konieczność poruszania się po lodowcu. Na nocny atak szczytowy zabraliśmy ciepłą odzież warstwową, kurtkę puchową, kurtkę i spodnie przeciwwiatrowe oraz grube rękawice. Ja zwykle wkładam cienkie rękawice syntetyczne a na nie dopiero grube dzięki czemu moje dłonie nie są gołe gdy muszę zrobić coś precyzyjnego.
Niezbędne są również okulary przeciwsłoneczne z wysokim filtrem UV, czapka, komin lub buff oraz czołówka z zapasowymi bateriami. Gogle w czasie naszej wyprawy nie przydały się. Mój błąd, w ubraniu się na atak szczytowy, polegał na założeniu od razu ciepłej kurtki. Było mi za gorąco i musiałem zmienić kurtkę na lżejszą, którą miałem w plecaku.
Na lodowcu potrzebne są raki, uprząż, kask i czekan. Linę najczęściej zapewnia organizator wyprawy lub przewodnik. Warto mieć dobre, wysokogórskie buty przystosowane do raków. Do plecaka zabraliśmy również termos z ciepłym napojem, wodę, przekąski energetyczne, krem z bardzo wysokim filtrem UV, okulary przeciwsłoneczne.
Trzeba pamiętać, że na wysokości prawie 5900 metrów nawet zwykłe rzeczy zaczynają mieć znaczenie. Ciepłe rękawice, dobrze dobrane buty czy sprawna czołówka mogą zdecydować o komforcie, a czasem nawet o bezpieczeństwie całej wyprawy. Z drugiej strony nie można przesadzać z wielkością plecaka – podczas wielogodzinnego podejścia każdy dodatkowy kilogram odczuwamy znacznie bardziej niż na nizinach.
Nocny atak szczytowy
Pobudka przed północą jest jednym z elementów wyprawy. Po kilku godzinach w łóżku, około północy, zjedliśmy lekkie śniadanie, założyliśmy sprzęt, zapieli uprząż i przygotowaliśmy się do wyjścia. Około pierwszej w nocy byliśmy już na szlaku w stronę szczytu.
Na początku szliśmy za przewodnikiem w ciemności rozświetlonej czołówkami. Wokół panowała absolutna cisza. Z czasem weszliśmy na lodowiec i wtedy charakter wyprawy zmienił się całkowicie. Założyliśmy raki, zostaliśmy związani liną i rozpoczęliśmy długie podejście w stronę szczytu.
Cotopaxi okazał się długim i bardzo męczącym podejściem. Nie ma tutaj jednego miejsca, które byłoby wyjątkowo trudne technicznie. Trudność polega raczej na tym, że wspinamy się cały czas pod górę, a każdy kolejny krok wykonujemy na wysokości z coraz większym wysiłkiem.
Mimo, że wcześniej staraliśmy się dobrze zaaklimatyzować dzięki trekkingom w okolicach Quito i przebywając na coraz większych wysokościach, podczas podejścia pojawiły się u nas objawy umiarkowanej choroby wysokościowej. Zaczęliśmy odczuwać ból głowy, zmęczenie, osłabienie i wyraźnie większy wysiłek związany z każdym krokiem.
Po siedmiu godzinach zaczęło świtać. Z ciemności wyłoniły się ogromne przestrzenie Andów, a my coraz wyraźniej widzieliśmy charakterystyczny stożek Cotopaxi. To właśnie ten moment, kiedy zmęczenie na chwilę zeszło na drugi plan.
Wschód słońca na wysokości kilku tysięcy metrów był jednym z tych widoków, dla których warto było wyruszyć w środku nocy.
Ostatnie metry były coraz bardziej strome. Wspinając się po śnieżnym zboczu, czuliśmy, że każdy krok kosztuje coraz więcej. W końcu pojawił się grzbiet krateru.

Udało nam się. Jesteśmy na szczycie Cotopaxi – 5897 m n.p.m.!
Cotopaxi 5897 m – emocje na szczycie
Trudno opisać emocje, które wtedy poczuliśmy. Było ogromne zmęczenie, ulga, radość i świadomość, że właśnie udało nam się wejść na jeden z najpiękniejszych wulkanów świata.
Przed nami otworzył się niesamowity widok. Pod nami znajdował się ogromny krater, a dalej rozciągały się Andy – ośnieżone szczyty, doliny i chmury pozostające setki metrów niżej.
W takich momentach człowiek zapomina o zmęczeniu i wszystkich trudnościach, które doprowadziły go na szczyt. Zostaje tylko widok i świadomość, że naprawdę tu jesteśmy.
Po kilkunastu minutach i kilku nieudanych zdjęciach, bo obiektyw aparatu zaparował, zaczęliśmy szykować się do zejścia. Przed nami była jeszcze długa droga w dół, a zmęczenie po wielogodzinnym podejściu dawało o sobie znać.
Czy wejście na Cotopaxi jest trudne?
Cotopaxi nie jest górą, która wymaga od wspinacza wyjątkowych umiejętności technicznych. Niezbędne jest tylko obycie z rakami, czekanem i chodzeniem na linie. To wysokość i długość podejścia sprawiają, że jest to poważna wyprawa wysokogórska.
Największym przeciwnikiem okazuje się wysokość. Nawet dobra kondycja fizyczna nie gwarantuje, że organizm bez problemu poradzi sobie na wysokości blisko 6000 metrów. My również, mimo wcześniejszej aklimatyzacji i trekkingów wokół Quito, odczuliśmy wyraźnie działanie wysokości.
Dlatego przygotowanie do wejścia nie powinno ograniczać się wyłącznie do treningu fizycznego. Równie ważna jest aklimatyzacja, odpowiednie tempo marszu, nawodnienie, odpoczynek i doświadczenie przewodników.

Cotopaxi to nie jest tylko kolejny zdobyty szczyt.
Zapamiętamy go jako całą górską przygodę – od dzikich koni przemierzających równiny parku narodowego, przez pobyt w Refugio José Rivas, nocne wyjście na lodowiec i wielogodzinne podejście, aż po wschód słońca i moment, w którym stanęliśmy na wysokości 5897 metrów.
Było ciężko. Były momenty przytłaczającego zmęczenia i pytania, co ja tu robię. Ale właśnie dlatego radość, kiedy w końcu udało nam się go osiągnąć, była tak ogromna.
Cotopaxi jest przy tym niezwykle atrakcyjny widokowo i przyrodniczo. Potężny, ośnieżony wulkan, rozległe równiny, dzikie konie i bezkresne przestrzenie Andów tworzą razem krajobraz, który zostaje w pamięci na długo.