Norwegia – kraj wysokich gór i wysokich cen.

Fiordy, góry, obłędna przyroda oraz bardzo wysokie ceny – to najbardziej powszechne skojarzenia z Norwegią. Właściwie każde z nich jest prawdziwe, ale kraj ten ma do zaoferowania o wiele więcej. Miałem przyjemność odwiedzić go kilkukrotnie i zawsze chętnie tam wracam, a pewnie bywałbym jeszcze częściej, gdyby nie te … ceny. Ale o nich już wspominałem 

Norwegia to dosyć popularny cel podróży wśród Polaków. Prawda jest jednak taka, że większość naszych rodaków nie jeździ tam na wakacje, tylko … do pracy. Na mniej lub bardziej wykwalifikowanych specjalistów od prac fizycznych czekają znacznie wyższe zarobki niż w naszym kraju. Żeby nie być gołosłownym, w 2020 roku w Norwegii przebywało ponad 100 tysięcy Polaków. Byli oni największą mniejszością w tym ponad pięciomilionowym państwie. Nasi rodacy są tak wszechobecni w Norwegii, że często napisy na tabliczkach są w trzech językach, po norwesku, angielsku i polsku (czasem też w języku urdu, używanym przez licznych przybyszów z Pakistanu).

Przyroda w Norwegii

Warto jednak pamiętać, że Norwegia to także kraj bardzo atrakcyjny turystycznie, zwłaszcza dla miłośników natury i dzikiej przyrody. Tylko 3% powierzchni państwa jest zamieszkała, reszta to góry, lasy, rzeki, fiordy i pustkowia. Północna cześć kraju jest wyjątkowo dzika, między miejscowościami są bardzo duże odległości, a pogoda bywa dość nieprzyjazna. Trzeba mieć też na uwadze, że poza miesiącami letnimi w Norwegii jest raczej zimno i ciemno, a opady śniegu bywają tak obfite, że część dróg staje się nieprzejezdna.

Do Norwegii przyleciałem z dziewczyną na początku sierpnia 2021 roku i była to moja pierwsza podróż zagraniczna od czasu wybuchu pandemii. Ciekawy byłem, jak wygląda przemieszczanie się z paszportem covidowym i czy dużo się zmieniło w realiach podróżniczych. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, zmieniło się … niewiele. Posiadanie zaświadczenia o zaszczepieniu powoduje, że nie trzeba zgłaszać się nigdzie na żadne testy. Nie ma mowy o kwarantannie, bezpośrednio po wylądowaniu w Oslo można wyruszyć na zwiedzanie. Jedyna różnica to konieczność noszenia maseczki na pokładzie samolotu, co nie stanowiło wielkiego wyzwania. Oczywiście taka sytuacja nie dotyczy wszystkich państw na świecie, jednak latem 2021 Norwegia była otwarta dla podróżujących.

Przez kilka dni pobytu mieszkałem u Przemka, kumpla jeszcze z czasów licealnych. Przemek jest już w Norwegii od kilkunastu lat, zna ją jak własną kieszeń i zawsze chętnie pomaga w przemieszczaniu się po tym niemałym przecież kraju. Tym razem zabrał nas do wioski Aurland położonej na końcu Aurlandsfjordu. Jest to jeden z wielu spektakularnych fiordów Norwegii.

Czym jest fiord?

To rodzaj głębokiej zatoki wcinającej się w głąb lądu, często rozgałęzionej, z charakterystycznymi stromymi brzegami, powstałej przez zalanie dolin polodowcowych. Widziałem ich już kilka, i zawsze jest to widok zapierający dech w piersiach. Do fiordów prowadzą zazwyczaj wąskie serpentyny, a widok z auta na skandynawski krajobraz nikogo nie pozostawia obojętnym. Droga pnie się w górę przez księżycowy krajobraz, pełen pustych przestrzeni przecinanych rzekami, po czym nagle zjeżdża się w dół, mijając wioski złożone czasem z kilku drewnianych domków. Często zastanawiałem się, jak musi wyglądać codzienne życie w takiej wiosce, zwłaszcza zimą, gdy przez wiele miesięcy prawie nie wychodzi słońce, a drogi są zasypane przez śnieg. Być może dlatego w Norwegii tak popularne są kryminały, w końcu trzeba jakoś zagospodarować ten samotny czas.

Jeśli chodzi o przemieszczanie się, to najlepszym środkiem transportu jest chyba samochód. Warto wspomnieć, że Norwegia to kraj, który mocno postawił na samochody elektryczne. Po ulicach często jeżdżą auta marki Tesla. W wielu miejscach znajdują się firmowe ładowarki, gdzie można naładować samochód za darmo. Drogi często są wąskie i rzadko mają więcej niż po jednym pasie w danym kierunku. Trzeba jednak dodać, że od lat Norwegia stawia na tunele drążone przez góry i dzięki temu jeździ się po tym kraju sprawniej i szybciej, chociaż niewątpliwie widoki są przez to dużo mniej atrakcyjne. Zbyt szybko i tak nie da się jechać, bo Norwegia słynie z mocno restrykcyjnych ograniczeń prędkości, a za ich przekraczanie są astronomiczne mandaty.

Park Vigelanda

Oslo

Oprócz fiordów miałem też przyjemność spędzić trochę czasu w Oslo. Jest to nieduże miasto, ale jest w nim kilka rzeczy do zobaczenia. Jedną z atrakcji jest główny deptak Karl Johans Gate, gdzie znajdują się sklepy i restauracje, a w weekendy można spotkać Norwegów w każdym wieku. Można też zwiedzić budynek Ratusza, gdzie w głównym holu wręczana jest pokojowa Nagroda Nobla. Koniecznie tez trzeba zobaczyć Park Vigelanda, czyli ponad 200 rzeźb z kamienia i brązu ustawionych w miejskim parku. Wszystkie te rzeźby przedstawiają postacie ludzkie, zazwyczaj nagie, w dramatycznych, pełnych ekspresji pozach. Park jest dziełem norweskiego rzeźbiarza Gustava Vigelanda i jego pracowników, moim zdaniem nie można go pominąć w trakcie wizyty w Oslo.

Informacje praktyczne

Do Norwegii najłatwiej dostać się samolotem. Kilka linii lotniczych prowadzi regularne rejsy do Oslo, warto wymienić chociażby Ryanair, Wizzair czy Norwegian. Loty często są bardzo tanie, warto jednak pamiętać, że do Oslo przypisanych jest kilka lotnisk, a tylko jedno z nich (Gardermoen) znajduje się blisko miasta. Na przykład Oslo Torp, gdzie lata Wizzair, znajduje się około 100 km od Oslo, czyli mniej więcej w takiej samej odległości jak Radom od Warszawy. Podróż z Torp do centrum Oslo może wyjść drożej niż sam bilet lotniczy do Norwegii.

Walutą używaną w Norwegii jest korona, a ceny są bardzo wysokie, zwłaszcza w porównaniu z polskimi. Zwykły kawałek pizzy w knajpie może kosztować nawet 100 zł, kebab w ulicznej budce to minimum 50 zł. Tańsze są ryby, na przykład wędzony łosoś, którego dostaniemy w każdym sklepie. Pokój 2-osobowy w hostelu to wydatek rzędu przynajmniej 300 zł, natomiast w kilkugwiazdkowym hotelu zapłacimy nawet 1000 zł za „dwójkę”. Transport też nie jest tani – przykładowo, pociąg z centrum Oslo na lotnisko Gardermoen to 100 zł. Dla porównania, podróż z centrum Warszawy na lotnisko Chopina to… cena biletu komunikacji miejskiej (czyli 4 złote 40 groszy).

Norwegia nie ma zbyt wielu unikalnych produktów spożywczych, a ulubionym daniem prawie każdego Norwega jest pizza. Warto jednak spróbować brunost, czyli karmelizowany, kozi ser. Ma on tak wyjątkowy smak, że można go tylko pokochać, albo znienawidzić. Bardzo tłusty, lekko słodkawy i moim zdaniem wyjątkowo smaczny, Brunost można dostać w każdym większym sklepie spożywczym.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.