Czemu Walencja, a nie Wenecja?

Walencja to jedno z piękniejszych miast na wschodnim wybrzeżu Hiszpanii. Zachwyca niepowtarzalnymi ogrodami Turia w korycie rzeki, futurystycznymi budynkami Miasteczka Sztuk i Nauki, bliskością pięknej plaży, do której można dojść pieszo i przepiękną starówką.

Na zwiedzanie Walencji zdecydowaliśmy się korzystając z długiego weekendu majowego. Podobnie jak większość polskich turystów trafiliśmy tu przez Aeropuerto de Valencia które ma bezpośrednie połączenie z Krakowem. Lotnisko jest bardzo dobrze połączone z centrum. Dwie linie metra L3 – czerwona i L5 – zielona przenoszą odwiedzających do śródmieścia w ciągu 30 minut za niecałe 4 euro.

Żeby być blisko zabytkowej części miasta wybraliśmy mieszkanie w Ciutat Vella, czyli na starówce. Bardzo cenimy sobie możliwość spacerowania do późna i oglądania miasta w nocy. W Hiszpanii podobnie jak w wielu krajach śródziemnomorskich miasta wieczorem zmieniają swój wygląd, czy wręcz budzą się do życia.

Dość popularnym rozwiązaniem, z którego skorzystaliśmy, jest wynajęcie na kilka dni apartamentu w starej kamienicy. Takie lokum nadaje wyjazdowi dodatkowy koloryt, choć nie zawsze należny do najwygodniejszych.

To, co polecamy najmocniej:

Miasteczko Sztuk i Nauki – Ciudad de las Artes y las Ciencias z Oceanarium

Zoo – Valencia Bioparc

Ogrody Turia

Giełda Jedwabiu – La Lonja da la Seda

Katedrę ze Świętym Graalem

Bazylikę de la Mare du Deu dels Desemparates

Targ – Mercado Central

Dobrze pamiętać, że choć Walencja pamięta czasy starożytne, to dopiero w XIII wieku nastąpiła jej rekonkwista i rozbudowa w obecnym kształcie. Zdecydowanie trudniej tu odszukać wpływy mauretańskie niż na południu kraju. Okres największego rozkwitu zawdzięcza handlowi morskiemu w XV wieku. Obecnie jest to ośmiuset tysięczne – trzecie co do wielkości miasto Hiszpanii.

Jedną z najbardziej niesamowitych rzeczy, jakie tu odnaleźliśmy były ogrody założone w dawnym korycie rzeki Turia. Po powodzi w 1957r. przekierowano główny nurt rzeki i utworzono park z licznymi ścieżkami, ogrodami i fontannami. Ogrody ciągną się przez całe miasto na długości około 7 km. Na zachodzie kończą się rozległym Parkiem Cabecera i Bioparkiem, na wschodzie Miasteczkiem Sztuk i Nauki wraz z Oceanarium. Dawne koryto jest nie tylko fantastycznie zagospodarowane licznymi obiektami sportowymi. Pozostawiono nad nim liczne mosty, tak, że ruch samochodów nie zakłóca spokoju pieszych i rowerzystów. Do atrakcji należą nie tylko Park Guliwera z leżącą olbrzymią postacią bohatera, ale też średniowieczne mosty i stojąca nieopodal brama miejska Torre de Serranos.

Miasto Sztuk i Nauki – Ciudad de las Artes y les Ciencias to jedna z bardziej charakterystycznych atrakcji miasta, której twórcą jest hiszpański architekt Santiago Calatrava. Stalowe szkielety wyłaniające się z wody są dla Walencji tym, czym wieża Eiffla dla Paryża.

Pałac Sztuk Królowej Zofii

Pierwszy w szeregu i najciekawszy architektonicznie jest Palau de les Arts Reina Sofía. Niestety turyści mile widziani są tylko w restauracji. Kolejny budynek to L’Hemisfèric – mniej spektakularna kopuła mieszcząca kino 3D IMAX. Museo de las Ciencias Príncipe Felipe – olbrzymie, nowoczesne muzeum w niesamowicie wielkim budynku. Agora – łukowate, fioletowe monstrum puste w środku. Assut de l’Or Bridge to nowoczesny most uzupełniający imponujące budynki.

Dla nas najbardziej atrakcyjne było Oceanografic Valencia – największe oceanarium w Europie. W jego obrębie można przejść się szklanym tunelem podwodnym, obejrzeć rekiny, lwy morskie, pingwiny, egzotyczne ptaki i zobaczyć wiele innych atrakcji. Na pokaz delfinów trzeba zarezerwować sobie czas zgodnie z harmonogramem. Nas spotkała przykra niespodzianka – pokaz odbył się wcześniej niż na wywieszonym ogłoszeniu, co przedłużyło nasz pobyt w oceanarium o oczekiwanie na kolejny występ. Na pewno nie żałujemy spędzonego czasu. Delfiny były fantastyczne.

Pokaz delfinów w Oceanarium

Bilety można kupić zarówno przez internet, jak i w kasach na miejscu – tu trzeba wkalkulować kolejkę. Ceny wahają się w zależności od opcji Oceanarium 28 euro, muzeum 8 euro, kino Hemisferic 9 euro. Bilety łączne wychodzące trochę taniej. Przed zakupem biletu warto przeanalizować swoje plany i możliwości czasowe. Dla nas Oceanarium obowiązkowo. Muzeum miało być współczesne i interaktywne, ale nie trafiło w nasze gusta. Kino 3D fajna atrakcja, ale wyświetlane filmy skierowane są głównie do dzieci.

Bioparc

Do Bioparcu dotarliśmy z centrum spacerem. To olbrzymie zoo zawierające ekosystemy z różnych stref klimatycznych. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich zwierząt. Największe wrażenie robi złudzenie, że zwierzęta są na wolności. Ogrodzenia są zamaskowane, między stanowiskami przechodzi się ciekawymi architektonicznie korytarzami przypominającymi wydrążone drzewa. Bliskość drapieżników „na wyciągniecie ręki” jest wręcz zdumiewająca. Niektóre zwierzęta są tuż nad głowami odwiedzających. Wrażenie robi też sam rozmach inwestycji. Jedyny mankament to duża ilość czasu, jaki trzeba zarezerwować na wizytę. Cena biletu bez zniżek 24 euro, dzieci 18 euro.

Bioparc
Giełda Jedwabiu

Giełda Jedwabiu – La Lonja da la Seda to piękny XV wieczny budynek, który służył kiedyś jako miejsce handlu. Obecnie to obiekt muzealny z pięknie odtworzoną olbrzymią Salą Kontraktową. Największe wrażenie robią smukłe, zdobione kolumny połączone z gotyckim stropem. Na piętrze kolejna sala, której największym urokiem jest bogato zdobiony drewniany sufit. Sale są pozbawione jakiegokolwiek wyposażenia. Tylko marmury i światło. Całości dopełnią dziedziniec i ozdobne drzwi. Bilet to wydatek 2 euro. Obiekt jest na liście UNESCO.

Giełda Jedwabiu

Niedaleko od Giełdy znajduje się Targ Główny – Mercado Central. Zdecydowanie mniej prestiżowa budowla sprzed stu lat. Za to pełna zapachów i potraw. Lubimy targowiska – są zwierciadłem lokalnych społeczności. Na tym można nie tylko zrobić zakupy, ale także niedrogo zjeść.

Katedra La Seu de Valencia słynie ze Świętego Graala, który jest wystawiony w bocznej kaplicy Capilla del Santo Cáliz na prawo obok głównego wejścia. Budowla jest na tyle duża, że trzeba śledzić opisy, żeby go nie przeoczyć. Większe wrażenie robi muzeum katedralne prezentujące sztukę sakralną. Obok stoi masywna ośmiokątna dzwonnica – El Micalet, na którą można wejść i podziwiać panoramę starówki. Nie będziemy analizować czy z kielicha w kaplicy pił Jezus, czy jest to kolejny średniowieczny mit. Katedra jest piękna i zwiedzić ją warto. Wstęp to 8 euro, wejście na wieże kolejne 2 euro.

Tuż obok jest jeszcze do odwiedzenia Bazylika de la Mare du Deu dels Desemparates (Matki Bożej Opuszczonych) Ciekawy architektoniczny budynek stojący na miejscu starożytnej świątyni. Co czwartek obraduje przed jego drzwiami, zgodnie z wielowiekową tradycją,Trybunał Wodny – ośmioosobowe gremium rozstrzygające o dostępie do wody. Wydarzenie ma charakter nieco widowiskowy i jest na liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Fontanna Neptuna tuż obok Katedry i Bazyliki

Do obejrzenia w okolicy: Plac przy katedrze – Plaza de la Virgin, piękna fontanna z Neptunem, Stanowisko Archeologiczne poniżej poziomu gruntu (2 euro), najstarsza dzielnica miasta El Carmen pełna wąskich uliczek, klasztor karmelitów i Koci domek – ciekawostka dla miłośników czworonogów.

Dla nas ciekawy okazał się także modernistyczny dworzec Estació del Nord – w środku niesamowicie kolorowy i pięknie utrzymany. Tuż obok arena walki byków, choć zamknięta robiła duże wrażenie. Kierując sie do centrum minęliśmy Plac Ratuszowy (Plaza del Ayuntamiento) z neoklasycystycznym ratuszem i gmach poczty przyciągający uwagę metalową wieżą i spiralnymi schodami. Obydwa budynki można obejrzeć w środku bezpłatnie.

Kościół Św. Mikołaja -Iglesia san Nicolas Gotycka budowla słynąca z licznych fresków, rzeźb i obrazów zakrywających każdy kawałek ściany. (wejście 8 euro)

Muzeum Ceramiki

Zlokalizowanego w centrum Muzeum Ceramiki nie odwiedziliśmy, ale fasada Pałacu Markiza de Dos Aguas, w której sie znajduje jest nie do przeoczenia. Rokokowe zdobienia po prostu ściągają wzrok nawet z dużej odległości.

Park Jardins de Real to dobry pomysł na chwile odpoczynku i spacer po ogrodzie botanicznym w centrum miasta z dala od turystów.

Co jeść w Walencji? Obowiązkowo paellę – czyli tradycyjną potrawę na bazie ryżu, fasoli i mięsa w wielu kombinacjach. Do picia Horchata (inaczej Orxata) – orzeźwiający napój z cibory jadalnej.

Plaża Malvarrosa – w tle miasto

Czemu w tytule znalazła się Wenecja?

Po pierwsze dlatego, że moja córka pomyliła Walencję z Wenecją i pomyślałem, że nie tylko ona mogła ich nie rozróżnić. Po drugie moje wspomnienia z pobytu w Wenecji ograniczają się do tego, że po wejściu do miasta pochłonął mnie tłum, który odebrał mi jakąkolwiek radość zwiedzania. Nie mogłem się nawet zatrzymać, żeby coś zobaczyć a jedynie płynąć w ludzkiej rzece. Zdecydowanie namawiam do odwiedzenia Walencji. Wenecję zostawcie wycieczkom, które w 10 dni zaliczają “całą” Europę.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Zajrzyj do galerii



2 thoughts on “Czemu Walencja, a nie Wenecja?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.